Czekając na nową grę Jane Jensen
Blog > Komentarze do wpisu

Uwodzenie przez uszy

No to mamy przebój. Gdyby go odpowiednio wypromować, byłby prawdziwy hicior. O samej grze na razie nie da się tego powiedzieć, za wcześnie cokolwiek wyrokować. Niewątpliwie widać potencjał, ale jeszcze nie wiadomo, czy zostanie wydobyty, by powstało coś naprawdę wyjątkowego. Mimo wątpliwości, po przejściu dema czuję się bardziej zainteresowana grą niż przedtem. Właściwie dopiero zaczynam.  

Ten blog ignorował dotąd Moebiusa, bo niepotrzebnie wszedł w drogę Gray Matter 2 i uniemożliwił (choć chcę wierzyć, że tylko opóźnił) jej produkcję, zwyciężając w głosowaniu pinkertonowskiej społeczności. A trzeba dodać, że w kontekście sztuki i wszelakiej twórczości autorka blogu za demokracją nie przepada. Ceni i wspiera twórców autokratycznych, którzy robią swoje, realizują własne marzenia i wizje, nie licząc się z potrzebami rynku ani opinią krytyków, a zwłaszcza głosem ludu, czyli nieszczęsną "większością".  Idoli popularnych wśród mas też nie znosi, ale sądząc po pierwszych reakcjach, główny bohater Moebiusa nie dostałby wielu "lajków" na FB. Jeśli Malachiasz (świetne imię!) okaże się wystarczająco aroganckim i protekcjonalnym erudytą, jestem gotowa go polubić. Głos ma lepszy niż wygląd, a mnie uwodzi się przez uszy, a nie oczy. 

Potwierdzają się moje obawy co do nadmiernej transparentności. Do dema dołączono spis znanych już autorom problemów technicznych z prośbą, aby na te usterki nie zwracać uwagi, bo już trwają prace nad poprawkami, a to przecież tylko wersja "alfa". Oczywiście znaleźli się tacy, którzy nie omieszkali zamieścić owych niedoskonałości na forach publicznych w charakterze ciekawostek do wyśmiania.  Dostęp za kulisy jest zbyt szeroki. Na drugiej szali można położyć imponujące wnikliwością analizy i konstruktywną krytykę na zamkniętym forum CSG, ale do tego nie trzeba tysięcy testerów, wystarczy kilkunastu. Niech tam, oby tylko ten pozytywny potencjał społeczności został właściwie wykorzystany. 

Tu i ówdzie (w tym wypadku nawiązuję do forum AG) daje się zaobserwować mentalność "pokickstarterowa": od "zapłaciłem aż 10 dolarów, a gra wygląda jak tania podróbka" do "jak na ten budżet, jest nieźle". Zwłaszcza to ostatnie usprawiedliwienie wydaje mi się wyjątkowo niebezpieczne, bo demoralizujące. Nie obchodzi mnie, że Jane zebrała mniej pieniędzy niż nowy Torment czy Double Fine. To na jej grę czekam i od niej wymagam, na pewno więcej niż od Tima Schafera.  Bez względu na to, ile i czy w ogóle coś ofiarowałam, nie satysfakcjonują mnie niskobudżetowe zagadki ani tanie rozwiązania fabularne. Technologia to sprawa drugorzędna, więc nie mówcie mi o miesięcznym budżecie i finansach.  

 


Jak na ten etap produkcji, pierwszy trailer Moebiusa nie jest zły, choć niczym specjalnym się nie wyróżnia, ot szablonowy średniak utrzymany w popularnej konwencji. Trzeba pamiętać, że wykorzystano w nim głównie materiał z dema, czyli pierwszego rozdziału (jak dotąd jedynego grywalnego) oraz kilka ujęć z drugiego. Nie reprezentuje całości, bo takowa jeszcze nie istnieje. Być może ukazał się za wcześnie. Skoro wiadomo, że nie wszystko wygląda jak powinno, bo na dopieszczanie przyjdzie czas później, to może należało się wstrzymać z udostępnianiem zwiastuna bezwzględnej publiczności. A jej złośliwość nie zna granic, o czym najlepiej świadczy czepianie się nazwiska bohatera przez ludzi, którzy do wczoraj o łacinie czy latynizmach nie mieli pojęcia, a dzisiaj im się wszystko kojarzy, i to głupio. 

 Skoro się już ukazał, warto go obejrzeć, zwłaszcza że w tle brzmi fragment tematu przewodniego, a właśnie muzyka to pierwsze, co mnie przyciągnęło, i na razie jedyne, o co jestem spokojna. Znamy już kilka nastrojowych, dyskretnych motywów z Wenecji, ale nie sposób przejść obojętnie wobec przebojowego tematu głównego. Ciekawe połączenie; typowa dla Roberta Holmesa, pompatyczna i ciężkawa orkiestra w tle, a na pierwszym planie powiew lat sześćdziesiątych w postaci sola gitarowego, trochę w stylu The Shadows. Wyraźny rytm, chwytliwa linia melodyczna i dynamiczna aranżacja - temat niczym ze wczesnego Bonda lub... współczesnego Tarantino. Co nie znaczy, że oczekuję od Moebiusa, by gra przypominała wspomniane filmy, choć... lekki pastisz Bonda, jak w motywie muzycznym, byłby ciekawym smaczkiem. 

Maestro zastrzega, że to wersja nieostateczna (może ją trochę stonuje?), ale muzyka już chodzi za ludźmi i wiele obiecuje. Chyba sobie zmienię melodyjkę w telefonie. Ten sam kompozytor, ale zamiast Gabriela Knighta będzie do mnie dzwonił Moebius. Przynajmniej przez jakiś czas.
 

czwartek, 04 kwietnia 2013, tetelo

Polecane wpisy

  • Finiszujemy

    Właściwie można już odliczać godziny do finału, ale Jane walczy do końca. Opublikowała dzisiaj obiecaną pogawędkę z reżyserem The Beast Within oraz odtwarzający

  • Nasze VGL

    Dwa motywy z Gabriela Knighta w wykonaniu studenckiej orkiestry. Koncert odbył się w maju 2011 w helsińskim konserwatorium. Aranżacja i orkiestracja Janne Lassi

  • Ulubione Roberta

    Zainteresowani już sobie ten krótki film obejrzeli, bo podobnie jak ja otrzymali e-mail od Jane. Kto nie obejrzał, nie jest zainteresowany, więc pewnie tu nie z

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Elum, 31.133.23.*
2013/04/07 13:08:48
Należę do osób, którym nazwisko bohatera głupio się kojarzy. Z powyższego wpisu dowiedziałem się, że moja złośliwość nie zna granic. W takim układzie nie mam wyjścia i muszę się bronić. :)

Problem ze zwiastunem Mobiusa przypomina mi trochę zamieszanie wokół prezentacji/dema "The Casting" studia Quantic Dream (z 2006 roku): www.youtube.com/watch?v=JuitbK5kO90

Z "The Casting" też swego czasu żartowano, bo twarz bohaterki nie była doskonała i chwilami bardzo nienaturalnie i dziwnie powykrzywiana. Czy było w tych żartach coś złego? Czy przekraczały jakąś granicę?

W zwiastunie Moebiusa jest ryzykownie brzmiące nazwisko. Ale nie tylko. Wydaje mi się, że złośliwe żarty wzięły się przede wszystkim stąd, że tutaj niefortunnie zbiegło się kilka niedoskonałości. Oprócz nazwiska i głosu dubbingującego aktora jest też animacja twarzy głównego bohatera, który wymawiając swoje nazwisko w zabawny sposób układa usta (trochę też tak, jakby na końcu było "m"). Jeśli dodać do tego fakt, że bohater jednocześnie stara się być śmiertelnie poważny, a poza tym jest superprzystojny i wymuskany jak w reklamie L'oreal, to jest już zupełnie jak w komediach z Lesliem Nielsenem.
-
tetelo
2013/04/07 15:25:04
Skojarzenia chadzają dziwnymi drogami, więc możemy sobie pogawędzić tak samo jak o gustach.
Teraz ja się tłumaczę. Jedyne, z czym kojarzy mi się nazwisko Rector, to... rektor, taki urzędnik na wyższej uczelni. Nie ma w tym słowie nic ryzykownego. Uczyłam się łaciny w szkole, a potem w różnych okolicznościach medycznych spotykałam się z wyrażeniem "per rectum", ale nigdy w życiu bym go nie skojarzyła z nazwiskiem Rector, a rektora z odbytem. Jak słyszę "rektor" (a tak słyszałam), to nie wpatruję się w usta, czy może ułożyły się na końcu w "m". Dlatego nie wierzę w tym przypadku w skojarzenia naturalne i mimowolne, tylko perfidne, wynikające ze złośliwości. A że osoba JJ oraz jej działalność wywołuje wyjątkową niechęć i złośliwość, to sprawa dla mnie oczywista. To cytowanie OMM przez kompletnych ignorantów, którzy nie mają pojęcia o Le Serpent Rouge...

Generalnie dowcipy odbytnicze, szczególnie tak wymuszone, wydają mi się kiepskie. Jeśli żachnęłam się, czytając Twój komentarz na P-ie, to wcale nie dlatego, że obraziłeś moją idolkę (na którą patrzę krytycznie i surowo oceniam), tylko zazwyczaj bardzo cenię Twój dowcip, ale nie tym razem.
Co do żartów z zębów i niedoskonałości animacji, to nie mam pretensji, bo jak napisałam wyżej, sami są sobie winni, publikując takie kwiatki.
-
tetelo
2013/04/07 17:56:03
Przepraszam, odwołuję wszystko! Powinnam się była domyślić. Nie zaglądam na RPS, więc nie wiedziałam, że to oni błysnęli dowcipem, jak zwykle zresztą, a teraz ich święte słowa będą cytowane z rechotem do końca świata. No, jeśli tako rzecze RPS, to musi być racja. A dowcip przedni, choć tylny, bo analny, hłe-hłe-hłe.
-
Gość: Runya, *.ds1-k.us.edu.pl
2013/04/07 21:44:22
Pierwszy odsłuch: Reckter [wtf?], drugi odsłuch: Rektor, więc nie wiem o co biega z tym przesłyszeniem się :S. A gra zapowiada się ciekawie [przystojniak z ładnym głosem <3] i intrygująco, mam już na co czekać :)
-
tetelo
2013/04/07 23:29:48
Ba, a jaki zdolny! IQ 175. Podejrzewam, że ta jego wymuskana przystojność (taki ma styl po prostu), wymądrzanie się (cóż, erudyta i geniusz), lekki snobizm (ma dobry gust) itp. to wszystko ma należeć do odpychającej części jego osobowości, bo przynajmniej na większość tak to działa. Natomiast to, czego dowiadujemy się o jego przeszłości oraz - taką mam nadzieję - co się okaże w akcji, pokaże drugie dno i wprawi nas w konsternację, że postać wcale nie jest taka jednowymiarowa.
W końcu Gabryś to też sprzeczności, a właściwie to kawał drania był z niego.
-
Gość: Elum, 31.133.23.*
2013/04/08 23:19:44
To nie na RPS błysnęli dowcipem, oni go tylko podchwycili. Jestem pewny, że zobaczyłem go w komentarzach na jakieś stronie jeszcze zanim news pojawił się na RPS. :)

To zresztą widać po datach. News na RPS opublikowany był dopiero 2 kwietnia, a zwiastun, jak zapewne wiesz, miał swoją publiczną premierę (na GameTrailers) 28 marca:
www.gametrailers.com/videos/a4cum2/jane-jensen-s-moebius-exclusive-trailer
-
tetelo
2013/04/09 00:05:09
RPS - nie szkodzi, i tak mi podpadli, i w ogóle ich nie lubię.
GT - no i właśnie tam się ta głupawka zaczęła, a RPS już tak nisko upadł, że ją podchwycił.