Czekając na nową grę Jane Jensen
Kategorie: Wszystkie | Czekając | Gabriel Knight | Gray Matter | O blogu
RSS
piątek, 21 lutego 2014

Przypominam motyw Dawida z Gray Matter, tym razem wykonany na żywo w stodole na farmie Jane i Roberta podczas ubiegłorocznego zlotu pinkertonowców. 

 

Wiele się od tego czasu zmieniło w życiu Raleigh Holmes. Najlepiej niech opowie sama; o miłości i chorobie, cierpieniu i nadziei, także na powrót do śpiewania. Posłuchajcie.

sobota, 12 października 2013

Gdy bohater gry Lost Echo spotyka postać o nazwisku Jensen, zdumiony pyta:

- Jensen? Jane Jensen?

- Myślisz, że wtedy byłbyś Gabrielem? - odpowiada facet o nazwisku Jensen.

 

 

Tymczasem opadła zasłona tajemnicy z Mystery Game X, ale o tym pewnie już wszyscy wiedzą. 

poniedziałek, 08 kwietnia 2013

W Wielką Sobotę, która w Pensylwanii była po prostu ostatnim weekendem marca, odbył się tzw. Open House, innymi słowy zjazd pinkertonowców w posiadłości państwa Holmes. I ja tam by... nie, jeszcze nie tym razem, oglądałam tylko relacje. W programie znalazła się część merytoryczna w postaci prezentacji na temat Moebiusa, turystyczno-krajoznawcza, czyli zwiedzanie farmy, oraz artystyczna (występ The Scarlet Furies), no i przede wszystkim integracja.
Nie odmówię sobie zamieszczenia filmiku z salonu, gdzie Robert gra na fortepianie melodię wciąż jeszcze brzmiącą w moim telefonie, czyli temat przewodni z Gabriela Knighta. Otacza go ściśle wieniec pinkertonowców, aż mu się palce troszkę omsknęły na klawiszach. Polecam inne filmiki z tego wydarzenia (thanks, Jules!), szczególnie migawki z koncertu, które potwierdzają, że Raleigh Holmes na żywo w stodole też daje radę wokalnie. 

 

czwartek, 04 kwietnia 2013

No to mamy przebój. Gdyby go odpowiednio wypromować, byłby prawdziwy hicior. O samej grze na razie nie da się tego powiedzieć, za wcześnie cokolwiek wyrokować. Niewątpliwie widać potencjał, ale jeszcze nie wiadomo, czy zostanie wydobyty, by powstało coś naprawdę wyjątkowego. Mimo wątpliwości, po przejściu dema czuję się bardziej zainteresowana grą niż przedtem. Właściwie dopiero zaczynam.  

Ten blog ignorował dotąd Moebiusa, bo niepotrzebnie wszedł w drogę Gray Matter 2 i uniemożliwił (choć chcę wierzyć, że tylko opóźnił) jej produkcję, zwyciężając w głosowaniu pinkertonowskiej społeczności. A trzeba dodać, że w kontekście sztuki i wszelakiej twórczości autorka blogu za demokracją nie przepada. Ceni i wspiera twórców autokratycznych, którzy robią swoje, realizują własne marzenia i wizje, nie licząc się z potrzebami rynku ani opinią krytyków, a zwłaszcza głosem ludu, czyli nieszczęsną "większością".  Idoli popularnych wśród mas też nie znosi, ale sądząc po pierwszych reakcjach, główny bohater Moebiusa nie dostałby wielu "lajków" na FB. Jeśli Malachiasz (świetne imię!) okaże się wystarczająco aroganckim i protekcjonalnym erudytą, jestem gotowa go polubić. Głos ma lepszy niż wygląd, a mnie uwodzi się przez uszy, a nie oczy. 

Potwierdzają się moje obawy co do nadmiernej transparentności. Do dema dołączono spis znanych już autorom problemów technicznych z prośbą, aby na te usterki nie zwracać uwagi, bo już trwają prace nad poprawkami, a to przecież tylko wersja "alfa". Oczywiście znaleźli się tacy, którzy nie omieszkali zamieścić owych niedoskonałości na forach publicznych w charakterze ciekawostek do wyśmiania.  Dostęp za kulisy jest zbyt szeroki. Na drugiej szali można położyć imponujące wnikliwością analizy i konstruktywną krytykę na zamkniętym forum CSG, ale do tego nie trzeba tysięcy testerów, wystarczy kilkunastu. Niech tam, oby tylko ten pozytywny potencjał społeczności został właściwie wykorzystany. 

Tu i ówdzie (w tym wypadku nawiązuję do forum AG) daje się zaobserwować mentalność "pokickstarterowa": od "zapłaciłem aż 10 dolarów, a gra wygląda jak tania podróbka" do "jak na ten budżet, jest nieźle". Zwłaszcza to ostatnie usprawiedliwienie wydaje mi się wyjątkowo niebezpieczne, bo demoralizujące. Nie obchodzi mnie, że Jane zebrała mniej pieniędzy niż nowy Torment czy Double Fine. To na jej grę czekam i od niej wymagam, na pewno więcej niż od Tima Schafera.  Bez względu na to, ile i czy w ogóle coś ofiarowałam, nie satysfakcjonują mnie niskobudżetowe zagadki ani tanie rozwiązania fabularne. Technologia to sprawa drugorzędna, więc nie mówcie mi o miesięcznym budżecie i finansach.  

 


Jak na ten etap produkcji, pierwszy trailer Moebiusa nie jest zły, choć niczym specjalnym się nie wyróżnia, ot szablonowy średniak utrzymany w popularnej konwencji. Trzeba pamiętać, że wykorzystano w nim głównie materiał z dema, czyli pierwszego rozdziału (jak dotąd jedynego grywalnego) oraz kilka ujęć z drugiego. Nie reprezentuje całości, bo takowa jeszcze nie istnieje. Być może ukazał się za wcześnie. Skoro wiadomo, że nie wszystko wygląda jak powinno, bo na dopieszczanie przyjdzie czas później, to może należało się wstrzymać z udostępnianiem zwiastuna bezwzględnej publiczności. A jej złośliwość nie zna granic, o czym najlepiej świadczy czepianie się nazwiska bohatera przez ludzi, którzy do wczoraj o łacinie czy latynizmach nie mieli pojęcia, a dzisiaj im się wszystko kojarzy, i to głupio. 

 Skoro się już ukazał, warto go obejrzeć, zwłaszcza że w tle brzmi fragment tematu przewodniego, a właśnie muzyka to pierwsze, co mnie przyciągnęło, i na razie jedyne, o co jestem spokojna. Znamy już kilka nastrojowych, dyskretnych motywów z Wenecji, ale nie sposób przejść obojętnie wobec przebojowego tematu głównego. Ciekawe połączenie; typowa dla Roberta Holmesa, pompatyczna i ciężkawa orkiestra w tle, a na pierwszym planie powiew lat sześćdziesiątych w postaci sola gitarowego, trochę w stylu The Shadows. Wyraźny rytm, chwytliwa linia melodyczna i dynamiczna aranżacja - temat niczym ze wczesnego Bonda lub... współczesnego Tarantino. Co nie znaczy, że oczekuję od Moebiusa, by gra przypominała wspomniane filmy, choć... lekki pastisz Bonda, jak w motywie muzycznym, byłby ciekawym smaczkiem. 

Maestro zastrzega, że to wersja nieostateczna (może ją trochę stonuje?), ale muzyka już chodzi za ludźmi i wiele obiecuje. Chyba sobie zmienię melodyjkę w telefonie. Ten sam kompozytor, ale zamiast Gabriela Knighta będzie do mnie dzwonił Moebius. Przynajmniej przez jakiś czas.
 

wtorek, 02 kwietnia 2013

Jak pamiętamy, Gray Matter zawiera ukryte nawiązania do autorów, aktorów i postaci znanych z innych gier. Najwięcej można ich wyłuskać z tablicy z nazwiskami mieszkańców akademika. Nie trzeba było długo czekać, aby drobna, ale czytelna aluzja do Gray Matter pojawiła się w innej grze. Na początku 2012 roku ukazała się Amber's Blood, kolejna część cyklu przygód Carol Reed. Bohaterka szuka pewnych informacji w bibliotece, gdzie znajduje na półce przewodnik po okolicy autorstwa... Sam Everett. Nieprzypadkowo. Kto zna Mikaela Nyqvista, ten wie, że często pozwala sobie na podobne żarty, przemycając do swoich gier zdjęcia lub nazwiska graczom przygodowym nieobce. 

 

 

 

A tymczasem gramy w pierwsze demo Moebiusa...

 

piątek, 19 października 2012
niedziela, 02 września 2012

Ale się cieszę! To jak na razie najbardziej oczekiwany prezent od Jane Jensen, dopóki Moebius nie zdążył mnie specjalnie zaintrygować, a "tajemnicza gra X" pozostaje niewiadomą. Marzył mi się Gabriel Knight (powieść) w wersji elektronicznej, zwłaszcza The Beast Within, której nie czytałam. I oto jest! Już stoi na półce w podręcznej biblioteczce, a nawet razem z nią towarzyszy mi w podróży. Nie jest to co prawda Rittersburg ani Neuschwanstein, ale równie świetny zamek... 

 

czwartek, 17 maja 2012

Właściwie można już odliczać godziny do finału, ale Jane walczy do końca. Opublikowała dzisiaj obiecaną pogawędkę z reżyserem The Beast Within oraz odtwarzającymi główne męskie role Peterem Lucasem i Deanem Ericksonem. Godzinną rozmowę podzieliła na cztery kwadranse (pierwszy, drugi, trzeci, czwarty). 

Czegóż tam nie ma; wspomnienia, sporo śmiechu, ciekawostki z planu oraz... niezaplanowane efekty specjalne. Na przykład gdy na ekranie oglądamy występujące w grze wilki (z ZOO), w tle słychać płacz synka Petera Lucasa (rozmowę nagrywano w środku polskiej nocy). Stali bywalcy pamiętają być może, jak to w początkach istnienia blogu nie mogłam się nadziwić niezliczonym wejściom z wyszukiwarek na hasło "żona Petera Lucasa". Zamieściłam nawet znalezione gdzieś w sieci zdjęcie - jak mi się wydawało - owej pani. Dopiero później znajoma, która co prawda nie ma pojęcia o grach, ale w odróżnieniu ode mnie śledzi prasę zwaną "kolorową", uświadomiła mnie, jak bardzo byłam w tych sprawach niedoinformowana. Teraz dowiadujemy się u źródła, że obecnie Peter Lucas (Piotr Andrzejewski) przebywa głównie w ojczystym kraju, gdzie wraz ze swą partnerką wychowuje dwóch synów. 

Panowie opowiadają o swoich ulubionych scenach (również o epizodzie w sypialni) oraz spędzaniu wolnego czasu między zdjęciami (np. baronowie von Zell i von Glover upodobali sobie narty wodne). W pewnym momencie Jane zadaje ryzykowne pytanie zasadnicze: czy aktorzy w ogóle przeszli grę? Peter Lucas zdaje ten egzamin, choć przyznaje, że korzystał z podpowiedzi, bo gra była trudna. Dean Erickson chyba trochę kręci twierdząc, że wersja z GOGu nie działała... W końcówce, gdy umawiają się na kolejne spotkanie, Dean proponuje: "spotkajmy się w Polsce!", ale Jane jak zwykle zaprasza wszystkich na farmę do Pensylwanii. Daje się wyczuć sentyment autorki dla FMV; JJ stwierdza wprost, że pragnie zrobić jeszcze grę w tym formacie i pyta pozostałych, czy wzięliby udział w takim przedsięwzięciu. Ich rozważania, szczególnie opowieści Willa Bindera, to ciekawy przyczynek do dyskusji o ewentualnej przyszłości przygodówek FMV, zwłaszcza w kontekście Projektu Fedora.

Wiele się działo w ostatnich tygodniach; były epizody niespodziewanie ciekawe (maraton z Gabrielem), zbędne (występ na kretyńskim, choć podobno niezwykle popularnym serwisie reddit) oraz mnóstwo wywiadów, choćby ten dla The Verge, w którym odkryłam moje aktualnie ulubione zdjęcie autorskiej pary.

 

 

 

 

piątek, 04 maja 2012

Przyznam, że pilnie śledzę rozwijającą się, szybciej lub wolniej, listę ofiarodawców, wyszukując tam znajomych. Zauważyłam na przykład, że Pinkerton Road Studio wspomogły inne znane z branży kobiety: Deirdra Kiai i Rhianna Pratchett.

 

 

Wczoraj dopisali się do listy twórcy Texa Murphy'ego, którzy już za parę dni rozpoczną własną akcję na Kickstarterze. Naprawdę nie wiem, jak to wszystko wytrzymam; to "być albo nie być" dwóch moich ulubionych cyklów gier jednocześnie.

 

  

Nie było chyba wcześniej przypadku, by postać z gry wspierała nowe przedsięwzięcie autorki. Dokładniej chodzi o Deana Ericksona, który dla wielu po prostu "jest" Gabrielem Knightem, ponieważ odtwarzał tę postać w The Beast Within, drugiej, filmowej części cyklu. Wystąpił również w kilku serialach, opublikował powieść, a teraz zajmuje się doradztwem inwestycyjnym, co nam dyskretnie daje do zrozumienia.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

 

Dwa motywy z Gabriela Knighta w wykonaniu studenckiej orkiestry. 

Koncert odbył się w maju 2011 w helsińskim konserwatorium. 

Aranżacja i orkiestracja Janne Lassila.

Więcej takich występów, a doczekamy się naszego własnego Video Games Live. 

Encore!

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17