Czekając na nową grę Jane Jensen
Kategorie: Wszystkie | Czekając | Gabriel Knight | Gray Matter | O blogu
RSS
piątek, 18 lutego 2011

Wczoraj dałam się ponieść blogerskiej skłonności do prowokacji, dziś pora wypowiedzieć się wprost.
Tytuł wczorajszej notki był oczywiście żartem - pewnie dość kiepskim i zrozumiałym tylko dla śledzących komentarze na obu moich blogach, czyli głównie dla ich autorki.
Zamieściłam fragmenty dwóch okładek Gray Matter - wydania europejskiego oraz projektu przygotowanego na USA - by przez porównanie pokazać, która jest lepsza. Moim zdaniem zdecydowanie amerykańska.
Prawdopodobnie specjaliści z Viva Media postanowili ocenzurować "przedziałek" Samanty w oczekiwaniu na kwalifikację ESRB. Być może w Stanach wylewający się z gorsetu biust traktowany jest jako "partial nudity", co mogłoby niepotrzebnie ograniczyć dystrybucję gry, a przecież nie o to nam chodzi. Jeśli tak, szanuję ich racje.
Mnie jednak nie chodzi o kwestie moralności (w końcu mieszkam w "zdeprawowanej" Europie), tylko estetykę i wymowę. Od pierwszego wejrzenia okładka wydawała mi się kolejną prymitywną realizacją hasła "sex sells". Nawet tu gdzieś kąśliwie zauważyłam, że wydawca wydaje się wątpić w siłę nazwiska Jane Jensen, skoro stawia na rozchylone usteczka i biust Samanty.
Teraz dostrzegam, że w wersji amerykańskiej Samanta po prostu wygląda lepiej, a na pewno młodziej. Problem bowiem polega na tym, że to szczupła, dwudziestoparoletnia dziewczyna o prężnym ciele, a zawartość gorsetu należy do innej kobiety. Trudno mnie zaliczyć do koneserów damskich piersi, ale jako ich nosicielka stwierdzam: to nie był jej biust.

czwartek, 17 lutego 2011

Znajdź różnice.

Europa

gray_matter_eu_cover

 

Ameryka

gray_matter_us_cover

 

Via Cort-X