Czekając na nową grę Jane Jensen
Kategorie: Wszystkie | Czekając | Gabriel Knight | Gray Matter | O blogu
RSS
poniedziałek, 08 kwietnia 2013

W Wielką Sobotę, która w Pensylwanii była po prostu ostatnim weekendem marca, odbył się tzw. Open House, innymi słowy zjazd pinkertonowców w posiadłości państwa Holmes. I ja tam by... nie, jeszcze nie tym razem, oglądałam tylko relacje. W programie znalazła się część merytoryczna w postaci prezentacji na temat Moebiusa, turystyczno-krajoznawcza, czyli zwiedzanie farmy, oraz artystyczna (występ The Scarlet Furies), no i przede wszystkim integracja.
Nie odmówię sobie zamieszczenia filmiku z salonu, gdzie Robert gra na fortepianie melodię wciąż jeszcze brzmiącą w moim telefonie, czyli temat przewodni z Gabriela Knighta. Otacza go ściśle wieniec pinkertonowców, aż mu się palce troszkę omsknęły na klawiszach. Polecam inne filmiki z tego wydarzenia (thanks, Jules!), szczególnie migawki z koncertu, które potwierdzają, że Raleigh Holmes na żywo w stodole też daje radę wokalnie. 

 

czwartek, 04 kwietnia 2013

No to mamy przebój. Gdyby go odpowiednio wypromować, byłby prawdziwy hicior. O samej grze na razie nie da się tego powiedzieć, za wcześnie cokolwiek wyrokować. Niewątpliwie widać potencjał, ale jeszcze nie wiadomo, czy zostanie wydobyty, by powstało coś naprawdę wyjątkowego. Mimo wątpliwości, po przejściu dema czuję się bardziej zainteresowana grą niż przedtem. Właściwie dopiero zaczynam.  

Ten blog ignorował dotąd Moebiusa, bo niepotrzebnie wszedł w drogę Gray Matter 2 i uniemożliwił (choć chcę wierzyć, że tylko opóźnił) jej produkcję, zwyciężając w głosowaniu pinkertonowskiej społeczności. A trzeba dodać, że w kontekście sztuki i wszelakiej twórczości autorka blogu za demokracją nie przepada. Ceni i wspiera twórców autokratycznych, którzy robią swoje, realizują własne marzenia i wizje, nie licząc się z potrzebami rynku ani opinią krytyków, a zwłaszcza głosem ludu, czyli nieszczęsną "większością".  Idoli popularnych wśród mas też nie znosi, ale sądząc po pierwszych reakcjach, główny bohater Moebiusa nie dostałby wielu "lajków" na FB. Jeśli Malachiasz (świetne imię!) okaże się wystarczająco aroganckim i protekcjonalnym erudytą, jestem gotowa go polubić. Głos ma lepszy niż wygląd, a mnie uwodzi się przez uszy, a nie oczy. 

Potwierdzają się moje obawy co do nadmiernej transparentności. Do dema dołączono spis znanych już autorom problemów technicznych z prośbą, aby na te usterki nie zwracać uwagi, bo już trwają prace nad poprawkami, a to przecież tylko wersja "alfa". Oczywiście znaleźli się tacy, którzy nie omieszkali zamieścić owych niedoskonałości na forach publicznych w charakterze ciekawostek do wyśmiania.  Dostęp za kulisy jest zbyt szeroki. Na drugiej szali można położyć imponujące wnikliwością analizy i konstruktywną krytykę na zamkniętym forum CSG, ale do tego nie trzeba tysięcy testerów, wystarczy kilkunastu. Niech tam, oby tylko ten pozytywny potencjał społeczności został właściwie wykorzystany. 

Tu i ówdzie (w tym wypadku nawiązuję do forum AG) daje się zaobserwować mentalność "pokickstarterowa": od "zapłaciłem aż 10 dolarów, a gra wygląda jak tania podróbka" do "jak na ten budżet, jest nieźle". Zwłaszcza to ostatnie usprawiedliwienie wydaje mi się wyjątkowo niebezpieczne, bo demoralizujące. Nie obchodzi mnie, że Jane zebrała mniej pieniędzy niż nowy Torment czy Double Fine. To na jej grę czekam i od niej wymagam, na pewno więcej niż od Tima Schafera.  Bez względu na to, ile i czy w ogóle coś ofiarowałam, nie satysfakcjonują mnie niskobudżetowe zagadki ani tanie rozwiązania fabularne. Technologia to sprawa drugorzędna, więc nie mówcie mi o miesięcznym budżecie i finansach.  

 


Jak na ten etap produkcji, pierwszy trailer Moebiusa nie jest zły, choć niczym specjalnym się nie wyróżnia, ot szablonowy średniak utrzymany w popularnej konwencji. Trzeba pamiętać, że wykorzystano w nim głównie materiał z dema, czyli pierwszego rozdziału (jak dotąd jedynego grywalnego) oraz kilka ujęć z drugiego. Nie reprezentuje całości, bo takowa jeszcze nie istnieje. Być może ukazał się za wcześnie. Skoro wiadomo, że nie wszystko wygląda jak powinno, bo na dopieszczanie przyjdzie czas później, to może należało się wstrzymać z udostępnianiem zwiastuna bezwzględnej publiczności. A jej złośliwość nie zna granic, o czym najlepiej świadczy czepianie się nazwiska bohatera przez ludzi, którzy do wczoraj o łacinie czy latynizmach nie mieli pojęcia, a dzisiaj im się wszystko kojarzy, i to głupio. 

 Skoro się już ukazał, warto go obejrzeć, zwłaszcza że w tle brzmi fragment tematu przewodniego, a właśnie muzyka to pierwsze, co mnie przyciągnęło, i na razie jedyne, o co jestem spokojna. Znamy już kilka nastrojowych, dyskretnych motywów z Wenecji, ale nie sposób przejść obojętnie wobec przebojowego tematu głównego. Ciekawe połączenie; typowa dla Roberta Holmesa, pompatyczna i ciężkawa orkiestra w tle, a na pierwszym planie powiew lat sześćdziesiątych w postaci sola gitarowego, trochę w stylu The Shadows. Wyraźny rytm, chwytliwa linia melodyczna i dynamiczna aranżacja - temat niczym ze wczesnego Bonda lub... współczesnego Tarantino. Co nie znaczy, że oczekuję od Moebiusa, by gra przypominała wspomniane filmy, choć... lekki pastisz Bonda, jak w motywie muzycznym, byłby ciekawym smaczkiem. 

Maestro zastrzega, że to wersja nieostateczna (może ją trochę stonuje?), ale muzyka już chodzi za ludźmi i wiele obiecuje. Chyba sobie zmienię melodyjkę w telefonie. Ten sam kompozytor, ale zamiast Gabriela Knighta będzie do mnie dzwonił Moebius. Przynajmniej przez jakiś czas.
 

wtorek, 02 kwietnia 2013

Jak pamiętamy, Gray Matter zawiera ukryte nawiązania do autorów, aktorów i postaci znanych z innych gier. Najwięcej można ich wyłuskać z tablicy z nazwiskami mieszkańców akademika. Nie trzeba było długo czekać, aby drobna, ale czytelna aluzja do Gray Matter pojawiła się w innej grze. Na początku 2012 roku ukazała się Amber's Blood, kolejna część cyklu przygód Carol Reed. Bohaterka szuka pewnych informacji w bibliotece, gdzie znajduje na półce przewodnik po okolicy autorstwa... Sam Everett. Nieprzypadkowo. Kto zna Mikaela Nyqvista, ten wie, że często pozwala sobie na podobne żarty, przemycając do swoich gier zdjęcia lub nazwiska graczom przygodowym nieobce. 

 

 

 

A tymczasem gramy w pierwsze demo Moebiusa...