Czekając na nową grę Jane Jensen
Kategorie: Wszystkie | Czekając | Gabriel Knight | Gray Matter | O blogu
RSS
niedziela, 29 października 2006

gray-matter_artwork

Autor nieznany. W notce na stronie Jane Jensen piszą, że był to pierwszy obrazek zaprojektowany specjalnie do jej nowego cyklu gier. Zastrzegają się jednak, że w międzyczasie tytuł został zmieniony i na pewno nie będzie to Gray Matter.
Ba, ale tam nie było aktualizacji od... maja 2004.
piątek, 27 października 2006

Gdy w 1993 roku powstawał Gabriel Knight, jego twórcy nie musieli rozstrzygać hamletowskiego dylematu - ówczesne przygodówki swobodnie mieściły się w dwóch wymiarach. Dwa lata później ludzie ze Sierry postanowili poeksperymentować z techniką full motion video, stąd w drugiej części cyklu wystąpili prawdziwi żywi aktorzy. Pomysł wyszedł od wydawcy, ale Jane chętnie na to przystała. W kolejnej odsłonie serii (1999 r.) Gabriel Knight wkroczył w trzeci wymiar. Pamiętam, że już na etapie dema spotkało się to z bardzo nieprzychylnym przyjęciem ze strony graczy. W wywiadach Jane Jensen zwykle broni przejścia na 3D tłumacząc, że tylko w ten sposób można było w pełni zrealizować jej projekt. Jednocześnie przyznaje, że decyzję podjęła Sierra, a ona musiała ją zaaprobować, albowiem ...no publisher will invest a lot of money into a game that isn't competitive in its technology because it is unlikely to sell  (The Inventory 2003/11, s. 13).

Czyżby tylko gry najbardziej zaawansowane technologicznie miały szansę się sprzedać? Podobną opinię wyraził w wywiadzie z 2003 roku Maciek Miąsik (ex-Detalion, współtwórca Reah, Schizmów, Sentinela):

Trudno ignorować, że przytłaczająca większość powstających gier opiera się o trójwymiarową grafikę generowaną na żywo. Prerenderowane przygodówki z roku na rok coraz bardziej odstają od większości gier (...). Fakt, że mamy do czynienia z grą przygodową, nie oznacza, że technologicznie musi ona znacznie różnić się od innych gier i w opinii coraz większej liczby graczy uchodzić za "zacofaną".

Tymczasem z wypowiedzi Jane Jensen podczas sierpniowej konferencji wynika, że chyba jednak się trochę "cofniemy":

Trzecią część Gabriela Knighta zrobiliśmy w trójwymiarze [ang. real-time 3D]. Odniosłam wrażenie, że większości przygodowych graczy nie odpowiada typowy dla 3D sposób sterowania, dlatego planujemy Gray Matter w tzw. 2½D (...).
Zasadniczo będzie to gra typu "wskaż i kliknij"
[po polsku: point&click ;-)], ale z drobnymi modyfikacjami, jak choćby kursor reagujący na kontekst. W pewnych sytuacjach, np. podczas demonstrowania sztuczek magicznych przez Samanthę, pojawi się wyskakujące menu z możliwymi do wykonania czynnościami.

Określenie 2½D Jane uściśla jako ...full 3D backgrounds that are pre-rendered, and then 3D characters on top of that.

Celowo podkreślam i z premedytacją zostawiam jej definicję w oryginalnym brzmieniu. W niektórych relacjach z GC06 (np. na AG) na podstawie tego fragmentu przedstawia się Gray Matter jako "tradycyjną przygodówkę 2D". Tak się bowiem dziwnie składa, że kombinacja trójwymiarowych postaci i takichże planów klasyfikowana jest często jako gra... dwuwymiarowa. A to wszystko za sprawą jednego słówka: prerendered, czyli... 'uprzednio wygenerowany'? 'wcześniej wymodelowany'? Trudno znaleźć w polszczyźnie satysfakcjonujący odpowiednik dla tego terminu, zwłaszcza jeśli nie jest się fachowcem w dziedzinie grafiki komputerowej. A fachowcy, jak cytowany powyżej twórca Schizma, po prostu sobie... "prerenderują".

Na tytułowe pytanie "2D czy 3D?" odpowiedź brzmi: 2½D ewentualnie 2D/3D.




piątek, 20 października 2006

Dante's Equation - okładkaCzekając na nową grę Jane Jensen, można też czytać jej powieści.
 
Długo się wzbraniałam przed Dante's Equation. Kabała i holocaust w jednym? Ciężko znoszę takie udziwnione pomysły fabularne. Rabin Kobinski z jakichś Brezezin? Lepiej zostawmy go Singerowi. Auschwitz?... Tu zaczynam się niepokoić. Znając poziom wiedzy (a właściwie ignorancji) Amerykanów w tej kwestii - boję się, że moja sympatia dla Jane tego nie wytrzyma.

Jednak musze ją poddac tej próbie. Okazuje się bowiem, że książka jest dostępna w Polsce i grzecznie sobie czeka na półce, by wyłożyć na nią trzydzieści parę złotych (miękka okładka).  Po raz pierwszy wydano ją w 2003 roku, była też wówczas nominowana do nagrody Philipa K. Dicka. Trzymam w ręku
tegoroczne wznowienie i przeglądam króciutką notkę o autorce. Co ciekawe, wśród jej dotychczasowych osiągnięć wymienione są cztery gry komputerowe, w tym... rzecz jasna Gray Matter!

Na razie zdradzę tyle, że akcja pierwszego rozdziału rozgrywa się na statku podczas sztormu gdzieś w rejonie trójkąta bermudzkiego. A więc zgodnie z zasadami mistrza suspensu: mocny akcent na początek, a potem napięcie powinno rosnąć...

czwartek, 19 października 2006
Zapytano Jane Jensen, co sądzi o włączaniu do przygodówek elementów gier akcji.

Myślę, że to się może udać. W starych grach Sierry bywały sekwencje akcji, a i Gabriel Knight zawierał tego typu elementy, po prostu dla urozmaicenia. W Gray Matter ich nie będzie, bo nie pasowałyby do tematu i charakteru tej gry. Osobiście nie przepadam za grami przesyconymi akcją i walką. Zdaję też sobie sprawę, że amatorzy przygodówek zazwyczaj tego nie lubią.
Jednak wszystko zależy od gry... Jeśli da się jakieś nieskomplikowane elementy akcji sensownie wpleść w fabułę, to czemu nie?...

Na przyklad pamiętne Wahadło Śmierci z GK3?...
piątek, 13 października 2006

W pierwszej części Gabriela Knighta tytułowemu bohaterowi towarzyszyła Grace Nakimura – sekretarka, asystentka, przyjaciółka, ironiczna komentatorka jego poczynań. W następnych odsłonach cyklu mogliśmy nawet “grać kobietą” i prowadzić na zmianę obie postaci: Gabriela i Grace - oczywiście w różnych odcinkach czasowych.
W niezrealizowanej jak dotąd części IV serii GK Jane Jensen zamierzała zrobić następny krok w kierunku równoległego prowadzenia bohaterów i planowała dynamiczne przeskakiwanie z jednej postaci do drugiej.

Tymczasem czekamy na Gray Matter, gdzie znowu wystąpi dwójka bohaterów. Gra ma
się składać z dziewięciu rozdziałów, a w sześciu z nich wcielimy się w rolę Samanthy. Nie znaczy to wcale, że Jane wysuwa postać kobiecą na plan pierwszy. Wręcz przeciwnie – problematyka gry skupia się przede wszystkim wokół losów Davida Stylesa oraz jego pracy. Aby lepiej poznać głównego bohatera, w pierwszej części cyklu będziemy częściej przyglądać mu się z perspektywy innych postaci.

Nie ukrywam, że zwykle wolałam prowadzić Grace niż Gabriela. Myślę, że nie tylko z powodu łatwiejszej identyfikacji z własną płcią. Interesowały mnie zadania Grace, bo były bardziej intelektualne, wymagały więcej wysiłku umysłowego i wnikliwej obserwacji.
Ciekawe, jak to będzie w Gray Matter...


niedziela, 08 października 2006

Baron von GlowerCzekając na GM, wspominamy bohaterów Gabriela Knighta i kibicujemy naszemu człowiekowi w Tańcu z Gwiazdami. Peter Lucas, czyli pamiętny Baron von Glower z The Beast Within, całkiem nieźle tam sobie radzi. Szanse na wygraną ma niewielkie, ale na razie tańczy zbyt dobrze, by odpaść tylko z tego powodu, że nie gra u nas w żadnej telenoweli.
Swoją drogą to dziwne, że w jego materiałach prasowych na rynku polskim w ogóle nie wspomina się o roli w The Beast Within. Przecież była to jedna z niewielu w jego karierze rola pierwszoplanowa, a do tego całkiem niezła. Najwyraźniej woli chwalić się epizodycznym udziałem w Strażniku Teksasu, choć w tym serialu kto inny jest gwiazdą i Petera Lucasa nikt nawet nie zauważył. Tymczasem to właśnie dzięki roli von Glowera twarz aktora jest rozpoznawalna na całym świecie.
Oczywiście mam na myśli cały świat miłośników przygodówek...

Na stronie Petera Lucasa (pseudonim artystyczny Piotra Andrzejewskiego) znalazłam jednak fotos z Gabriela Knighta 2, który pozwalam sobie zamieścić (powyżej).

W ramach blogowego eksperymentowania proponuję rumbę do ballady Erica Claptona - Tears in Heaven.


Film pokazuje fragmenty treningu, występ i oceny sędziów.

środa, 04 października 2006
W Gray Matter wystąpią zagadki przeróżne; logiczne, inwentarzowe, oparte na dialogu, a także z wykorzystaniem sztuk magicznych (jako Samantha) oraz np. hipnozy (w roli Davida). Neurobiologia ma pełnić w GM podobną rolę jak daktyloskopia w serialu CSI (Kryminalne Zagadki Las Vegas) – cokolwiek to oznacza.
Stopień trudności będzie zróżnicowany. Zagadki wymagające, nawet trudne też się pojawią, ale nie w początkowej fazie gry, gdy odbiorca jeszcze się nie wciągnął i łatwo go zniechęcić. Przede wszystkim mamy podążać za fabułą, a zagadki nie powinny nam w tym za bardzo przeszkadzać.

A ja mam nadzieję, że jednak będą “przeszkadzać” często i w najlepszym stylu, jaki zapamiętałam z cyklu Gabriel Knight. Na konferencji w Lipsku ktoś zapytał, czy GM będzie tak trudna jak GK3. Odpowiedź Jane (zacytowałam w poprzednim wpisie) sprawiła, że w mojej głowie zapaliło się czerwone światełko alarmowe, bo widmo “gramasa” (gracza masowego - więcej tutaj) stanęło mi przed oczami. Autorka przyznaje, że nabrała “skłonności do masowości” w efekcie kilku ostatnich lat spędzonych na produkcji tzw. casual games, czyli dostępnych on-line gierek “dla każdego”. Gdy Dreamcatcher bezskutecznie szukał dewelopera dla GM, a potem zrezygnował z wydania tej gry, Jane skupiła się na pracy w Oberon Media. Powstały wtedy takie miniaturki jak Inspector Parker czy Betrapped.
Teraz Jane wraca do większego formatu i widziałam, z jaką pasją opowiadała w Lipsku o swojej pracy. Ta kobieta zna i lubi swoją robotę, więc ufam, że nie zrobi gry, która by jej samej nie satysfakcjonowała. Zauważyłam też błysk w oku, gdy mówiła:
I can't resist writing riddles and some people will find them hard.
I tego będę się trzymać. Mam nadzieję, że Jane pofolguje swojej skłonności do układania łamigłówek i stworzy coś na miarę Le Serpent Rouge z GK3. Bardzo na to liczę.

poniedziałek, 02 października 2006
W prezentacji Gray Matter pojawiło się skrótowe hasło: more Matrix than Van Helsing. A więc tym razem nie będziemy ścigać wampirów ani walczyć z wilkołakami. Pozostaniemy przy zjawiskach paranormalnych, ale w odmiennym, bardziej filozoficznym ujęciu. Spróbujemy nawet przyjrzeć się im z naukowej perspektywy.
Tematyka badań dra Stylesa nie odbiega od zainteresowań współczesnych neurobiologów. Obserwuje on procesy zachodzące w mózgu ludzi, którzy wyobrażają sobie pewne czynności i ćwiczenia fizyczne. Udowodniono doświadczalnie, że jeśli intensywnie myślimy np. o bieganiu, to nasz organizm zaczyna zachowywać się tak jak podczas biegu. Mięśnie się naprężają, tętno wzrasta, podobno nawet do 60-70% wartości, o jaką podniosłoby się w trakcie codziennego dżogingu. Z punktu widzenia biegaczki-amatorki raczej trudno mi w to uwierzyć, ale wiem skądinąd, że technikę wizualizacji wykorzystuje się w programach treningowych pływaków czy lekkoatletów, oczywiście jako element uzupełniający.
Punktem wyjścia jest z pozoru niewinny eksperyment naukowy: pod kierunkiem dra Stylesa sześcioro ochotników usiłuje jak najdokładniej wyobrazić sobie określone ćwiczenia fizyczne. Wkrótce jednak na terenie kampusu następują tajemnicze wypadki, które zdają się odzwierciedlać ćwiczenia wykonywane w umysłach ochotników. Żeby było ciekawiej, Davida odwiedza... jego zmarła żona.
Czy nasze myśli mogą oddziaływać na świat realny? jaka jest natura rzeczywistości? jak nasze zmysły wpływają na jej postrzeganie? jakie są granice ludzkiego poznania?
Podobne pytania zadawaliśmy sobie nie tylko po obejrzeniu wspomnianego wyżej Matrixa - wszakże filozofowie głowią się nad nimi od wieków. Skoro nasz bohater pracuje w Ośrodku Badania Zaburzeń Poznawczych, to chcąc nie chcąc wchodzimy na tereny kognitywistyki (trudne słowo ;-)), która jest przecież nauką z pogranicza
filozofii, psychologii, neurobiologii i jeszcze paru innych dziedzin.

Ktoś się przestraszył, że będzie za bardzo naukowo? Bez obaw. Przecież Jane powiedziała w Lipsku:
I am definitely much more in favor of the game that is more accessible to the mass market and provides seamless entertainment experience.
I to dopiero zabrzmiało złowieszczo.