Czekając na nową grę Jane Jensen
Kategorie: Wszystkie | Czekając | Gabriel Knight | Gray Matter | O blogu
RSS

Gabriel Knight

piątek, 15 sierpnia 2014

Jednak nadal lubię tę grę. Lubię ją tak bardzo, że znowu się dobrze bawiłam, pomimo niepotrzebnych "upiększeń" i zbędnego odmładzania. Jednym z największych przesądów współczesnej kultury jest przekonanie, że nowe jest lepsze od starego, a wszystko trzeba koniecznie przełożyć na język młodej publiczności. To zresztą temat na oddzielny wpis, a raczej na inny blog, który założę, jak się mocniej wkurzę.

Może dzięki temu, że najgorsze widziałam przed zagraniem, całość, a właściwie pierwsza połowa, wydała mi się... wcale nie taka tragiczna. Jest muzyka Roberta Holmesa, ostały się nawet resztki nastroju, choć pod tym względem remake raczej nie dorówna oryginałowi. Najbardziej wyrazistym przykładem są bębny. Pamiętam, że dawniej bardzo mnie ich odgłosy niepokoiły, nawet opóźniałam wejście do niektórych lokacji, by ich nie słyszeć. Teraz bębniarze wyglądają jakoś dziwacznie i trochę nie na miejscu (np. przed posterunkiem policji), a dźwięki przeszkadzają najwyżej dlatego, że są monotonne, a nie złowróżbne.



Jako że wcześniej udostępniono parę zrzutów ekranowych, strona graficzna i kolorystyka spotkały się już z krytyką, w pewnej mierze zasłużoną. Jestem jednak skłonna zaakceptować lekko "casualową" estetykę, gdyby tylko przepuścić kilka lokacji przez jakiś filtr "odśliczniający". Przede wszystkim przydałoby się to mojemu domostwu rezydencji Gedde. Trzeba jednak przyznać, że nawet jeśli oryginał wydaje się artystycznie ciekawszy, to wielką frajdę sprawia eksplorowanie znanych lokacji na nowo, gdy wreszcie widać, co tam w ogóle się znajduje. Jak bardzo to, co zobaczymy, nam się spodoba, to już inna sprawa.

Stara grafika z czasem stała się mało czytelna, ale po co ulepszać coś, co nadal brzmi świetnie? Dlatego największe opory budził we mnie pomysł nagrania na nowo dialogów. Okazuje się, że pod tym względem nie jest źle. Do ról głównego bohatera i narratorki wybrano aktorów o timbrze głosów zbliżonym do oryginału, którzy po prostu usiłują naśladować Virginię Capers i Tima Curry. Na początku odbierałam to jak parodię, ale dość szybko udało mi się przywyknąć. W każdym razie Gabryś lepiej brzmi niż wygląda. Niestety, te dwa elementy (głos i wygląd) stoją w dużej sprzeczności ze sobą (syndrom Davida Stylesa...).



I to właśnie przeszkadza najbardziej. Nie mogę się pogodzić z tym, jak przedstawiono głównych bohaterów, zwłaszcza w portretach. Twarz Gabriela to jakieś nieporozumienie: chłoptaś z boysbandu, bez wyrazu i seksapilu, żadnych śladów przeżyć i koszmarów czy choćby niewłaściwego prowadzenia się. Wygląda jak Dorian Gray z początku powieści, a zachowuje się, jakby już sporo nagrzeszył. Wypowiedzi Gabriela i jego nowy głos stanowią jedność, ale buzia cherubina nie pasuje do kompletu. Bardziej pociągający i przekonujący okazuje się Mosely, bo choć po liftingu wyprzystojniał, to wygląda na dojrzałego mężczyznę, a nie chłopca, którego cały czas mam ochotę strofować: dzieciaku, nawet nie wiesz, o czym mówisz...  

Malia z portretu (po prawej) to ładny, ale przeciętny pyszczek, pozbawiony tajemnicy i magnetycznego uroku. Czegoś takiego nie umieściłabym w swoim awatarze, więc pozostanę przy starym. Stara - tak, nie bójmy się tego słowa - Malia świetnie się trzyma; pozostaje dojrzalsza i bardziej zmysłowa. We wstawkach komiksowych pojawia się co prawda inna, ciekawsza twarz (to ją widać ją w filmiku), ale właśnie portret z dialogów będziemy oglądać najczęściej. Bo żeby ją pod wpływem krytyki zmienili na tym etapie, to raczej wątpię...



Sylwetka Malii jest bardzo... kształtnie wyrzeźbiona. Podejrzewam, że sugestywne krągłości mają nadrobić brak kociej drapieżności ruchów czy choćby zwierzęcego wdzięku Epiphany Proudfoot z Angel Heart. Skąd o tym wiem? Taką ją widziałam oczyma duszy, bo przecież w oryginale animacje były tak mało precyzyjne, że trzeba sobie było wiele dopowiedzieć w wyobraźni. W wyższej rozdzielczości to twórcy muszą się bardziej wykazać.

To tylko część wrażeń z wersji beta czterech pierwszych rozdziałów odrestaurowanego Gabriela Knighta. Ten wpis jest kolejnym świadectwem, że my, którzy znamy oryginał, nie potrafimy uciec od porównań. Trzeba jednak pamiętać, że przy takim podejściu remake skazany jest na porażkę, bo nigdy nie pokona Sins of the Fathers z naszych wspomnień. Może by dać mu szansę? Gdyby jego największym grzechem okazało się to, że nie dorównuje oryginałowi, to już byłby sukces.

Czekam na dalsze rozdziały z ciekawością i nadzieją, że nie zepsują zbyt wiele. 

niedziela, 02 września 2012

Ale się cieszę! To jak na razie najbardziej oczekiwany prezent od Jane Jensen, dopóki Moebius nie zdążył mnie specjalnie zaintrygować, a "tajemnicza gra X" pozostaje niewiadomą. Marzył mi się Gabriel Knight (powieść) w wersji elektronicznej, zwłaszcza The Beast Within, której nie czytałam. I oto jest! Już stoi na półce w podręcznej biblioteczce, a nawet razem z nią towarzyszy mi w podróży. Nie jest to co prawda Rittersburg ani Neuschwanstein, ale równie świetny zamek... 

 

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

 

Dwa motywy z Gabriela Knighta w wykonaniu studenckiej orkiestry. 

Koncert odbył się w maju 2011 w helsińskim konserwatorium. 

Aranżacja i orkiestracja Janne Lassila.

Więcej takich występów, a doczekamy się naszego własnego Video Games Live. 

Encore!

 

niedziela, 12 grudnia 2010

Dziś wieczorem na TVP1 oglądam "Samotność w sieci", a przynajmniej wybrane fragmenty. Jakub (A. Chyra) wykłada na Tulane, spaceruje po Dzielnicy Francuskiej, mija plac Jacksona z katedrą i pomnikiem, zagląda do sklepików i barów, odwiedza nawet cmentarz st. Louis... Dla mnie po prostu wędruje śladami Gabriela Knighta.

Bardziej niż internetowy romans zainteresowały mnie w tym filmie plenery, w których wypatrywałam znanych z gry lokacji. To chyba jedyny polski film kręcony w Nowym Orleanie, podobno nasza ekipa jako pierwsza dostała pozwolenie na zdjęcia po przejściu huraganu Katrina. Pewnie dlatego sekwencja nowoorleańska rozrosła się w stosunku do powieściowego oryginału i przekształciła w reportaż z odradzającego się miasta.

Co ciekawe, poza USA akcja toczy się również we Francji i Niemczech, ale tam już niekoniecznie w lokacjach znanych z trylogii Jane Jensen.

czwartek, 28 stycznia 2010

Stało się. Do swej kolekcji perełek (Tex, Sanitarium, Myst, Riven) GOG dołączył Gabriela Knighta. Na razie dostępna jest jedynka (wersja cd), a to dopiero początek. Więcej o kulisach porozumienia z Activision oraz planach GOGa w wywiadzie.

gabriel_knight

poniedziałek, 02 listopada 2009

new-orlean-cemetery_gk3 cemetery_gk3

W Sins of the Fathers to chyba moja ulubiona lokacja: St. Louis Cemetery w Nowym Orleanie. Jak to u Jane Jensen bywa, wizyta na cmentarzu nie pełni funkcji nastrojowego ozdobnika, ale wpleciona jest ściśle w intrygę. Tropiąc wyznawców voodoo, Gabriel trafia na grób legendarnej Marii Laveau, gdzie przyjdzie mu rozwiązać pewną zagadkę. Nie byłby sobą, gdyby przy okazji nie próbował flirtować z tajemniczą Malią Gedde.

 

gerda gk3grace with roses

 

W The Beast Within odwiedzamy kryptę kościoła w Rittersburgu, gdzie następuje jedna z najbardziej wzruszających scen cyklu. Widząc Gerdę przy sarkofagu Wolfganga Rittera, Grace pojmuje wreszcie, że jej zazdrość o Gabriela była bezpodstawna. Razem z przeprosinami składa bukiet róż na grobowcu. Następuje pojednanie, widownia płacze.

 

grace hidinggrace_cemetery

Tajemnice Rennes-le-Chateau skupiają się wokół miejscowego kościółka, nie sposób więc pominąć przykościelnego cmentarza, na którym spoczywa ksiądz Sauniere. Bohaterowie GK3 nie próbują rozwiązywac zagadek tego miejsca, zaglądają tam jednak po drodze do mieszkania obecnego gospodarza, Abbe Arnaud. Zarówno Gabriel, jak i Grace czasem podsłuchują lub podglądają tam kogoś z ukrycia, bo jest to miejsce potajemnych spotkań i nieoczekiwanych wizyt.

 

grace_starnberger see

Grace nad Starnberger See

 

środa, 03 czerwca 2009

W ramach nieustannego oczekiwania na Gray Matter odświeżamy wspomnienia związane z Gabrielem.

Może by tak przypomnieć sobie dzieła malarstwa francuskiego zdobiące pomieszczenia hoteliku w Rennes-le-Chateau? Reprodukcje opatrzone są pamiętanymi z GK3 komentarzami dwójki bohaterów; warto zwrócić uwagę na różnice w odbiorze tego samego obrazu przez Grace i Gabriela.

Albo wybierzmy się do Rothenburga (w grze Rittersberg), by porównać lokacje znane z GK2 z miejscami, które dla potrzeb gry sfilmowano. Mr. and Mrs. Ipkiss - para fanów, która przed rokiem opublikowała znakomite filmiki z wizyty w Monachium i nad Starnberger See, wybrała się ponownie w podróż śladami bohaterów The Beast Within. Tym razem przedstawiają m.in. Muzeum Wagnera oraz zamek Rabenstein, w grze zwany Ritter, czyli dziedzictwo Gabriela. Oglądany z zewnątrz daje się łatwo rozpoznać, ale już wnętrza nieco zaskakują. Autorzy pozwalają sobie też na drobne żarty, jak np. ten zatytułowany Zemsta Gerdy.

A co o tym wszystkim sądzi Grace? To trzeba koniecznie zobaczyć!

sobota, 25 kwietnia 2009

Gdy niedawno wspomniałam o relacji Ascovela z Rennes-le-Chateau, w komentarzach pojawiły się linki do innych wypraw śladami Gabriela Knighta. Wczoraj pewien miłośnik Sierry opublikował filmik GK3: fiction versus reality, zgrabnie przeplatający sceny z gry i zdjęcia odpowiadających im rzeczywistych lokacji. Warto obejrzeć, przynajmniej pierwsze sześć minut, a przy okazji posłuchać Requiem Mozarta oraz... Tima Curry, gdy mówi: This is Gabriel Knight calling for Prince James....


A przy okazji - zupełnie przypadkiem trafiłam na artykuł polskiej Wikipedii poświęcony Timowi Curry. Jego dorobek w grach komputerowych to "udział w cutscenkach C&C: Red Alert 3"........???!!!

Tak, wiem, każdy to może edytować, ale chyba się prędko nie otrząsnę z szoku.

czwartek, 23 kwietnia 2009

Minęły już prawie dwa miesiące od ostatniego wpisu na blogu JJ. Dtp milczy jak zwykle. Wizarbox na oficjalnej stronie nawet nie wspomina Gray Matter. Podobno w odpowiedzi na swoje emaile ludzie z Cort-X otrzymali zapewnienie, że prace nad GM wciąż trwają.
Parę dni temu strona domowa Jane Jensen znikła z sieci. Co prawda nie była aktualizowana od pięciu lat, ale przynajmniej istniała. Teraz trzymam w zakładkach link prowadzący donikąd.

Coś musi się wydarzyć. I to wkrótce.

Przydałoby się parę taktów kojącej muzyki. Kiedyś tańczyliśmy walca w naszej poczekalni. Tym razem tylko jeden motyw z trzeciej części Gabriela Knighta: Four pieces of Grace


wtorek, 24 lutego 2009
Igor (Ascovel) Hardy wziął się za porządkowanie zdjęć z wakacji i przypomniał sobie, że w ubiegłym roku odwiedził Rennes-le-Chateau. W swojej relacji skupia się na różnicach między lokacjami w grze i w rzeczywistości, a nawet żartobliwie oskarża Gabriela o kłamstwo.
Głowę bym dała, że parę lat temu czytałam podobną relację dwójki fanów, z której wynikało coś przeciwnego; Rennes miało być dokładnie takie, jak w grze Gabriel Knight 3. Niestety, Google nie potrafi mi znaleźć tej strony, pewnie już nie istnieje.
Trzeba będzie wybrać się na miejsce i samemu sprawdzić.
 
1 , 2